Stul pysk i ze mną tańcz!

Wiecie co? Wybrałabym się na jakąś potańcówkę… tylko oczywiście nie bardzo mam z kim. Zawsze uważałam, że to ja nie przepadam za dyskotekami, ale patrząc na sporą część moich znajomych, której nie da się wyciągnąć nawet na koncert, zmieniłam zdanie. Dopóki kogoś nie znajdę/czegoś nie wymyślę, na odrobinę szaleństwa mogę pozwolić sobie jedynie w domu – nie ma to jak taniec z suszarką, maskarą lub szczoteczką do zębów po 6 rano. ;) Przyczyną tego niewielkiego wariactwa, które towarzyszy mi od kilku dni, jest pewna piosenka; odkąd usłyszałam w radiu „Shut Up + Dance”, nie mogę się od niej uwolnić. Niedawno poznałam także jej polską wersją w wykonaniu Dziemiana i… To koniec. Przepadłam. Mam słabość do takich brzmień, potrafią nieźle naładować mój akumulator pozytywną energią.

Od dzisiejszego wieczora mam także słabość do kakaowych muffinek z malinową konfiturą, porzeczkowym dżemem i śliwkowymi powidłami. Pychota.

Kto tam? Kto jest w środku?

Niedawno doszłam do wniosku, że pisanie papierowego dziennika jest dla mnie niewystarczające. Czułam, że potrzebuję czegoś jeszcze… Czegoś więcej. Jakiegoś zewnętrznego głosu, czyjejś opinii lub chociażby poczucia, że moje słowa mogą do kogoś trafić. Prowadzenie papierowego dziennika jest fajne, będę to oczywiście kontynuować – ale z drugiej strony potrzebuję pisać nie tylko dla samej siebie.

I oto jestem tutaj, na moim nowym blogu! Co prawda ciągle pustym, ale dajcie mi trochę czasu, a zaraz uzupełnię go różnymi notkami. Bo pisać będę o wszystkim i niczym jednocześnie. O sprawach wesołych i smutnych, bardziej i mniej błahych. Na pewno będzie życiowo i muzycznie, może troszkę filozoficznie i lirycznie… Mam nadzieję, że razem (tj. z przyszłymi czytelnikami, o ile uda mi się takich zdobyć) odpowiemy na jedno, ważne pytanie…

Kto tam? Kto jest w środku?