Stul pysk i ze mną tańcz!

Wiecie co? Wybrałabym się na jakąś potańcówkę… tylko oczywiście nie bardzo mam z kim. Zawsze uważałam, że to ja nie przepadam za dyskotekami, ale patrząc na sporą część moich znajomych, której nie da się wyciągnąć nawet na koncert, zmieniłam zdanie. Dopóki kogoś nie znajdę/czegoś nie wymyślę, na odrobinę szaleństwa mogę pozwolić sobie jedynie w domu – nie ma to jak taniec z suszarką, maskarą lub szczoteczką do zębów po 6 rano. ;) Przyczyną tego niewielkiego wariactwa, które towarzyszy mi od kilku dni, jest pewna piosenka; odkąd usłyszałam w radiu „Shut Up + Dance”, nie mogę się od niej uwolnić. Niedawno poznałam także jej polską wersją w wykonaniu Dziemiana i… To koniec. Przepadłam. Mam słabość do takich brzmień, potrafią nieźle naładować mój akumulator pozytywną energią.

Od dzisiejszego wieczora mam także słabość do kakaowych muffinek z malinową konfiturą, porzeczkowym dżemem i śliwkowymi powidłami. Pychota.